XXX Manewry Techniczno-Obronne
Logo XXX MTO
62 Harcerski Klub POL-SURVIVAL Każdy osioł potrafi być dobrym skautem
podczas pogody...

XXX MTO XXX Manewry Techniczno-Obronne
Regulamin
Zgłoszenie
Sponsorzy
O manewrach
Księga gości
Kontakt
XXX MTO
XXX MTO XXX MTO

XXX Manewry Techniczno-Obronne
XXX Manewry Techniczno-Obronne


Puchar Komendanta Hufca ZHP
w Łomży




XXX Manewry Techniczno-Obronne
XXX Manewry Techniczno-Obronne

  • "Bieg po Fortach",

  • Strzelanie sportowe,

  • Możliwość strzelania z broni ostrej (P-64, P-83, Cz-75 BD,
    PM-84, PM-98, Mossberg)

  • Wielogodzinna Gra Terenowa,

  • Nocny Bieg na Orientację,

  • Wielobój Ratowniczo-Medyczny,

  • "Fort Boyard",

  • Imprezy towarzyszące: pokazy, szkolenia,

  • Możliwość rozegrania gier paintballowych

  • Pokazy i prezentacje

  • Giełda sprzętu (sprzęt harcerski, turystyczny i demobil),

  • Kącik kolekcjonera (kupno - sprzedaż - wymiana: umundurowanie, plakietki, medale, orły)


XXX MTO
XXX Manewry Techniczno-Obronne

Regulamin XXX MTO Regulamin XXX MTO

Zgłoszenie XXX MTO Karta zgłoszenia udziału






« Powrót



MTO 2006 Relacja z
XXV Manewrów Techniczno-Obronnych
Nowy Młyn 2006 nadesłana przez Agu$


Piątek, 6:10, dworzec PKS w Białymstoku,
Wsiadamy do PKS'u jadącego w stronę Piątnicy. Jest nas pięcioro. Weekend na manewrach zapowiada się dość sennie, bo któż to widział wstawać o 5:20, ale mamy dobre humory. Pełni optymizmu zasypiamy.
Ok. 7:10,
PKS dotarł do Piątnicy. Wysiadamy. W autobusie słyszymy głos dziadka 'a któż to był do jasnej anielki?'. Już wiemy, że będziemy atrakcją numer jeden dzisiejszego poranka w Piątnicy.. Pytamy jakiś przechodniów gdzie jest strzelnica.. Jedni kierują nas w bloki, inni przed siebie, jeszcze inni w lewo. Zgodnie z logiką poszliśmy w prawo ;) Doszliśmy. Po drodze ubyło nam z plecaków parę kanapek i trochę herbaty.. Doszliśmy. Przed nami strzelnica na Fortach. Tylko.. Do jasnej.. Nikogo tu nie ma! Nic! Żadnych ludzi, żadnego ogłoszenia.. Nic! Postanowiliśmy się przejść w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji. Nasz patrolowy został na posterunku.. W końcu pilnowanie plecaków, to nie byle jakie zajęcie..
Ok. 8:30,
Nareszcie! Pierwszy człowiek! Potwierdza miejsce spotkania.. Ufff.. Powoli zaczynają zbierać się ludzie. No, no.. zaczyna to jakoś wyglądać. Ja, jako, że jestem kobietą.. Oczywiście musiałam podejść do trzech dziewczyn, które zobaczyłam, i zagadać. Oj! Jakich ciekawych informacji się dowiedziałam.. No przecież najważniejsze to poznać 'wroga', nie tak? Nastraszyły mnie drużyną z Dęblina.. Zwycięzcy z tamtego roku... Taa, a niech no ja ich tylko dorwę! Zapoznam, poznam.. ;)) W między czasie drużyna w hełmach zrobiła furorę. Samochodem przybyły drużyny 'Ojej'. A w śród nich nasz znajomy.
Ok. 10:00,
Apel. Piekielne słońce, piekielny żar, a oni nas męczą... Lekki zawrót głowy, mały podmuch wiatru i jest ok. Oficjalne otwarcie. W sumie żadna rewelacja. Ale stać na baczność wypadało. Ogłosili start konkurencji. Bieg po fortach.
Bieg po fortach.
Wystartowali! Młodzi, starsi, panie, panowie.. Wszyscy gdzieś gnają.. Nawet mają cel! A jak.. Wygrać. No to zaczynamy. Dorwaliśmy się do broni.. bach, bach.. Naboje wystrzelane.. Cel.. Hymm, powiedzmy, że trafiony. Strzelanie do monitora [rewelacja!], i czas na prawdziwą zabawę! Wciąganie opony. Nie neguję, że panowie są w tym bardziej doświadczeni, ale troszkę chaotyczni. Stąd nasz słaby czas. Toczenie opony. To nam sprawiło chyba większą frajdę niż wysiłek :) Bieg z noszami. O jej.. Koszmar, oprócz tego, że nasz patrolowy wpadł w jakąś niesamowicie dziwną dziurę, nosze upadły nam dwa razy, to było ok. Skrzynia. Taktyka panów okazała się dosyć dobra. Konkurencja dziwna, aczkolwiek sympatyczna. Beczki. O matko i ojcze! Inne słowa nie przychodzą mi na myśl. Konkurencja rodem z 'Selekcji'. Jak wymęczyć kogoś psychicznie i fizycznie w krótkim okresie czasu... Ale jestem zadowolona. Beczki ciężkie, bo ciężkie, ale dawały się przenosić. Ściana płaczu. Oj, moja drobna słabostka.. Więc przemilczę. Ale ogólnie wypadliśmy jako tako.. Granat. Oj jak ja lubię te słowo :) 'GRRRAANAT' i całość padnij.. Niestety nie w tej konkurencji. Granat w dłoń, w tarczę wymierz i rzuuuucaj! Jeden trafiony..
Ok 13:30,
Zakończyliśmy nasz bieg po fortach. Bilans? Bąbel z krwią na prawym małym palcu u nogi... W między czasie miało miejsce niemiłe wydarzenie pewnej z grup, ale niemiłe wspomnienia zostawiamy w tyle. Odpoczywamy przy studni. Doskonała okazja na zrobienie dowcipu. Studnia bowiem działa na zasadzie światła. Włącznik i leci. Ale nie. My oczywiście musieliśmy pokomplikowac ludziom życie. Wyglądało to mianowicie tak. Kolega Szczur siedział na studni przy włączniku. Osobnik X podchodził do studni, by nabrać wody. Pompował ją rączką. Na co my wkraczaliśmy w akcję zwrotem: 'To nie tak! Jak chcesz żeby leciała, to musisz tą czarną rurkę ścisnąć. O tak, właśnie tak. Będzie lepiej leciało, jak będziesz ją ściskał jak krowę.'. Na co osobnik X z dziwną miną reagował wykonywaniem podanych wskazówek. Szczur 'regulował' wodę poprzez włącznik. Zadowolony osobnik X, zapewne z tego, że dobrze ściska..., przekazywał swoją nabytą wiedzą osobnikowi Y, który nadal ja praktykował. A my? My gryźliśmy piach ze śmiechu... Chłopcy z mojej drużyny udali się troszkę postrzelać, a ja usiadłam w cieniu. Obok pięciu facetów wysmarowanych kredką maskującą. Co się okazało? Tak. To TEN słynny Dęblin. Zapoznałam ich. Jakieś pół godzinki później autobusem odwieziono nas do Nowego Młyna. Drogi raczej nie opiszę, bo ją przespałam..
Ok 15:00, Nowy Młyn,
Zajechaliśmy. Zakwaterowanie. Dostaliśmy namiot nr 3. Sjesta. Odpoczynek. Ah jak cudownie.. Konkurencja. Godzinna.
Godzinna gra terenowa.
Zaczynamy! Ruszyliśmy pod koniec. Mimo wszystko pełni optymizmu. Efekty? Nie trzeba było długo czekać. Pierwsze zadanie wykonane w ostatniej sekundzie. Przy następnym zamoczone spodnie. Później okropna rywalizacja na szczudłach, a wcześniej ślepy wężyk, który udało nam się wygrać.. Ahh.. Alkatras. Obdarte dłonie. Nic poza tym. Stopy bolały mnie już wcześniej od niewygodnych butów. Potem drabina. Niesamowicie świetna konkurencja! I slalom z trzymaniem się za ręce. Świetny uchwyt. I się udało. Skończyliśmy.
Ok 19:00,
Kolacja. Chłopcy coś zjedli. Chwilka odpoczynku... Nocna gra terenowa. Nie opiszę jej, bo było ciemno. Wrażenia różne, dziwne i mieszane. Spaliśmy po niej jak zabici.. Wiele kontrowersji wzbudziły nie świecące dwa punkty..
Ok 7:00,
Chyba ktoś krzyknął na pobudkę.. Chyba trzeba wstawać. Niechętnie. Zjedliśmy śniadanie. Trzeba było wyruszyć na Wielogodzinną Grę Terenową. Jako tako nałożyłam buty. Nogi miałam juz masakrycznie spuchnięte od bąbli. Wyruszyliśmy.
Wielogodzinna gra terenowa.
Szukamy puszki z punktu nr 2. Nie mam jej! Są tylko kartki.. Ok, idziemy. Łuk. Na swoim ukochanym obozach militarnych już strzelałam. Powinno pójść gładko. A tu nie. Łuk był dosyć dobry. Niosło nam za daleko strzały. Test? Poszedł gładko. Czas iść dalej. Patrolowy strzela z wiatrówki, a my dzielnie opisujemy AK. Z tym, że to nie był AK... Potem odznaki wojskowe i moro. Poszło dobrze. Czartoria. Sołtys, zakupy w sklepie. Trzeba iść dalej. Namiot. Poszedł nam słabo. Telefon. Chłopcy chcieli przekupić Lolka i zostawić mnie u niego.. Moje bąble na nogach! Ale kurcze nie udało się.. Była zażenowana! ;) W między czasie nazbieraliśmy cała reklamówkę dorodnych kurek. Plan posesji, opisane drzewka, Przejście na linie nad rzeką, wracamy.
Ok 14:00,
Obiad. Jakoś nie lubię się z mięsem, więc nie jadłam. Masowałam stopy. Patrolowy postanowił, że w wieloboju medycznym nie startuję. Szkoda. Moja najmocniejsza konkurencja. Jestem ratownikiem WOPRu i mam kilka szkoleń medycznych. Wielka szkoda. Wykorzystałam ten czas na rozmasowanie stóp, przebicie 13 bąbli i lekką drzemkę. Posiedziałam z panami z militaria.pl i Mongołem.
Ok 20:00,
Po kolacji panowie z mojej drużyny słodko poszli spać. Ja z sąsiadami z namiotu obok, tym słynnym Dęblinem zresztą, postanowiłam zrobić rzecz okropną i okrutną! Wywołać ducha. Bynajmniej nie jakiegoś mundurowego. Usiłowaliśmy wywołać ducha musztardy.. Saperskiej, zwanej później 'Sarpską'. Czasem odbija w takich warunkach.. I to jest jeden z tego przykładów. Po nieudanej próbie wywołania ducha musztardy poszliśmy na ognisko. Ach ten klimat! Szanty, stary polski rock.. Pogrzaliśmy się przy ognisku chyba do ok 1:00. Poszliśmy oglądać gwiazdy. Wypatrzyłam gwiazdozbiór strzelca. Usiłowałam pokazać go koledze lotnikowi nakierowując jego wzrok na gwiazdy w kształcie puszki coli ze słomką.. Nie wiem skąd te skojarzenia. Na niebie było mnóstwo spadających gwiazd. Życzeń zażyczyłam sobie tyle, że do końca życia los będzie miał co robić - spełniać je.
Ok 8:00,
Ktoś mnie szturcha, ktoś mnie budzi! Jest niedziela. Pora wstawać. Dzień leniwy. Rozciągnięcie kości. Ziewanie. Śniadanie. Pakowanie. Sprzątanie. Drobne konkurencje. I Długie wylegiwanie się na trawie. Apel. Nie zajęliśmy żadnego miejsca, ale jesteśmy zadowoleni ze swojego startu. Najważniejsze jest to, że sprawdziliśmy sami siebie. Swoje słabości i mocne strony. Granice wytrzymałości. Startowaliśmy pierwszy raz. W połowie apelu władza zabrała nas do radiowozu.. W nagrodę wręcz! podwieźli nas na sygnale do Łomży. Niestety. Spóźniliśmy się 5 minut na PKSa. Czekaliśmy jakieś 1,5h na następny. W między czasie skorzystaliśmy z nagród. Zrobiliśmy sobie herbatkę instant. Posililiśmy. Wchłonęliśmy troszkę wiedzy z 'Odkrywcy'. Wsiedliśmy do PKSa. Wracaliśmy ok 2 h. Dotarliśmy do domu. Brudni, spoceni, zmęczeni, poturbowani [tzn. moje stopy były poturbowanie :)], ale zadowoleni i dumni z siebie.

Jedyne moje podsumowanie: było cudnie, ludzie - dopisali, organizacja - dopisała, pogoda - dopisała, paznokcie - całe ;), jedyne co nie dopisało, to moje buty...

Copyright © 2006 Agu$



Sponsorzy XXX MTO
XXX MTO

Plecaki JANYSPORT





WWW.GOODS.PL - SKLEP Z BRONIĄ BIAŁĄ - miecze (miecz samurajski, miecz średniowieczny, miecz wikiński, miecz fantasy), zbroje i inne

Pierwszy Demobil Internetowy



XXX MTO
XXX MTO

Nasz bnaner - XXX Manewry Techniczno Obronne
www.polsurvival.pl


    Strona odwiedzana: 156928 razy...
    Copyright © 2005-2011 PAZIU. Wszystkie prawa zastrzeżone.